Z.R.O.- BIONY WROCŁAW

Miałam wczoraj przyjemność wpaść na wystawę „Zrealizowane. Realizowane. Odrzucone.” w Muzeum Architektury. Fabryka Projektowa ArC2 doczekała się autorskiego wernisażu rozpoczynającego pokaz ich projektów na przestrzeni ostatnich 27 lat. Rozpoczęli działalność, kiedy ja się urodziłam.

Wchodząc dzisiaj do Muzeum Architektury spodziewałam się standardowego wernisażu, jednak przyjemnie się zdziwiłam. W przeciwieństwie do Galerii Jednego Projektu napotkałam inscenizację, która miała nas wprowadzić w pewien świat – wirtualny świat projektów ArC2 niczym z najsłynniejszych zagranicznych muzeów. Wystawa planowana dwa lata miała inny charakter niż wczesniejsze. Początkowo – jak poinformowała nas Dorota Szlachcic – miała mieć formę tylko wideo-prezentacji jednak, żeby urozmaicić formę przedstawienia, dołączono makiety. Modele architektoniczne wykonane w większości przez firmę Onimo i Łukasza Jagodę pomagają wyobraźni i wiernie przenoszą w trójwymiar papierowe i komputerowe koncepcje. Tworzą swoisty wstęp do prezentacji multimedialnej wraz z wielkowymiarowym wydrukiem perforowanym po przeciwnej stronie. Są one jednak tłem do głównego dania.

Modele ArC2

modele

Wielka żółta kanapa ustawiona została tak, aby objąć wzrokiem trzy ekrany rzutnika, które odpowiednio przedstawiają projekty zrealizowane, realizowane i odrzucone pracowni. Drogą wstępu, jak zwykle, dyrektor Muzeum Jerzy Ilkosz powiedział słów parę o wystawie oddając głos Mariuszowi Szlachcicowi. Zawsze lubiłam publiczne wystąpienia i nie krępowałam się za bardzo, dlatego byłam nad wyraz zdziwiona, gdy główny projektant zaczął bardzo lapidarnie opowiadać o idei całego wydarzenia. Widać było, że nie lubi  takich wystąpień. Było to dla mnie urocze, bo zawsze myślałam, że to starzy wyjadacze takich imprez i nic im nie straszne. Pracując w biurze, mając za szefa człowieka, którego się podziwia oraz, powiedzmy sobie szczerze, trochę idealizuje taki moment jest dobry, bo pokazuje, że oni też są ludźmi i mogą mieć gorszy dzień.

początek wystawy

To nie był koniec niespodzianek. Przed częścią wypowiedzi Doroty Szlachcic projektory odmówiły posłuszeństwa i najzwyklej w świecie się wyłączyły. Syn szefostwa próbował uruchomić je na nowo jednak nic z tego – pilot nie działał. Trzeba było przynosić drabinę i ręcznie je resetować. W międzyczasie słuchaliśmy opowieści o najnowszych inwestycjach, które zostały zbudowane, takie jak MikMak – osiedle szeregowe na ulicy Wałbrzystkiej, a także tych, które powstają czyli głównie Afrykarium we Wrocławskim Zoo, o którym pisałam tutaj.

Aby goście bezczynnie nie czekali pan Jerzy Ilkosz wykorzystał obecność dawnego architekta miejskiego Stefana Mullera i zachęcił go do wypowiedzi.

Zarysował się pewien niespotykany widok, który można odbierać na różne sposoby. Totalny chaos ratowania prezentacji multimedialnych wraz z boku stojącą parą bohaterów wieczoru z powątpiewaniem czekających na powrót akcji projektorów oraz snujący opowieści starszy pan. Można było wyjść z wystawy i uznać za niewypał, jednak wszyscy wraz ze Zbigniewem Maćkowem obserwującym całe zdarzenie zostali.

wideorelacja

Muszę przyznać, że ja odebrałam tą akcję nad wyraz pozytywnie. Może było to nieoczekiwane, jednak kiedy ruszyły projektory a pan Muller nadal snuł opowieści o architekturze, architektach wrocławskich i nie tylko, zamieniło się to spotkanie w opowieść wyjadacza w tle z nowoczesnymi projektami. Stworzyło to klimat oraz pokazało jak zarówno architektura jak i wszystko inne potrafi być spontaniczne i potrafi zamienić się nieoczekiwanie w coś fajnego.

Po zakończeniu przemówienia zostaliśmy już sami z videoprezentacją, modelami i nadrukami krążąc i wpatrując się w projekty. Cieszę się, że pokazano cały dorobek architektów, bo jak w każdym biurze część projektów ląduje w szufladach nie koniecznie ze względu na to, że są kiepskie. Często realia, brak inwestora czy brak uznania ze strony subiektywnych sędziów konkursowych sprawia, że projekt zostaje tylko „na papierze”. Obecność prac niezrealizowanych ukazuje całą panoramę dorobku i rozwój biura, które uważam, podobnie jak Stefan Muller, za jedno z najprężniej działających w Polsce, a ludzi tam pracujących za wspaniale zgrany, prężny zespół.

Architekt z zamiłowania. Kreuje w głowie, na papierze i w internecie. A co? Wszystko co się da zbudować a to co już zbudowane lubi analizować.


Przeczytaj poprzedni wpis:
Inwestycja Afrykarium
ZOO TRANSFORMACJA

Miałam to szczęście, że wychowałam się we Wrocławiu. Pamiętam odwiedzanie Ogrodu Zoologicznego parę razy oraz niesamowite wrażenia podpatrywania zwierząt z...

Zamknij